foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

O ja Pier… puszka !!! . Jaka puszka? Urwała się ? I to właśnie ona tak hałasowała od dobrych kilku minut dopóki jej nie zlokalizowałem. Janeczku co ty odwalasz przecież się umówiliśmy, ma nie być awarii !!!!. Zaraz gdzie my jesteśmy? Było patrzeć na znaki. Dam znać kamratom , że trzeba się zatrzymać. Jest Orlen !!!. Trzeba coś z tym zrobić, wszyscy w trójkę stwierdzamy. Też mi nowinka. Skąd ja teraz wezmę spawarkę? I tu można by było skutecznie ukatrupić relację z wyprawy. Ale nie. Podchodzi jegomość i zagaduje. Trzeba będzie pospawać. No !!! Odpowiadam przywiązując jakoś puszkę tak aby akumulator nie oberwał jeszcze drugiej strony.

 Mam tu kumpla ze 2 km. stąd, może to pospawać. Dzięki kolego bo pomogłeś a takich bezinteresownych ludzi jak Ty to życzę każdemu motocykliście w potrzebie. I tak już dalej pomykamy i z każdym kilometrem jesteśmy bliżej miejsc związanych ze szlakiem bojowym 10. Brygady Kawalerii, pierwszej polskiej jednostki zmotoryzowanej stanowiącej zalążek sił pancernych. Odwiedzenie tych miejsc powinno być wymogiem koniecznym w naszym klubie który przecież do choroby ma nazwę , która zobowiązuje.

Pomnik poświęcony poległym ułanom 24 płk stoi na leśnej polanie po prawej stronie drogi 964 blisko przejazdu kolejowego pomiędzy Kasiną Wielką i Mszaną Dolną. 3 września 1939 r. Niemiecka 4 dywizja lekka zajęła Mszanę Dolną spychając rozbity 1 pułk KOP do Kasiny Wielkiej , co zagroziło wyjściem na tyły walczącej w rejonie Jordanowa – Naprawy 10 brygadzie kawalerii. Dwa wspierające ułanów czołgi zostają na polu walki, jeden zniszczony, drugi ugrzązł w korycie górskiego potoku dalsza jazda była niemożliwa załoga porzuciła czołg po wojnie okoliczni mieszkańcy rozebrali go dla potrzeby własnych gospodarstw jednemu wieża służyła za cembrowinę studni podwozie do dziś leży zamulone w potoku. Miejscowy artysta Stanisław Dobrowolski za własne pieniądze odkupił wieżę czołgu od rolnika, zaprojektował i wykonał pomnik.

Odległość 50 km z Mszany do Poronina pokonujemy dość wolno duże natężenie ruchu i ciągłe remonty spowalniają naszą podróż. Nareszcie jest Poronin stara wieś podhalańska. Już w początkach XIX w. Poronin był letniskiem, znanym bardziej niż Zakopane. To tu właśnie będziemy dziś nocować. Wcześniej odwiedzamy jakąś karczmę i rzucamy na ruszt kwaśnicę z żeberkiem , która po 384 kilometrach smakuje wyśmienicie. Nocujemy w domu naszego kolegi Jurka Balickiego. W momencie gdy zajeżdżamy na podwórze Jurek siedzi w garażu i pieczołowicie przygotowuje kokon z OSY do lakierowania. 70 lat życia naszego kolegi związane jest z motoryzacją pisaną przez duże M. I tak słuchamy tych wspaniałych opowieści siedząc przy zacnym trunku gdzieś do pierwszej w nocy.

Pobudka następnego dnia dość wcześnie choć wyjazd ze względu na gościnność naszego kolegi Jurka odkładamy w czasie. Robimy przegląd naszych Junaków dolewka oleju itp. Duże zachmurzenie wcale nas nie powstrzymuje. Zrzucamy część bagażu i zasuwamy do Jordanowa i okolic. Trasa Przebiega przez miejscowość Ząb najwyżej w Polsce położoną wieś, bardzo dużo zakrętów coś pięknego. No i co tam jest takiego ciekawego w tym Jordanowie? A no jest sporo ciekawych miejsc. To właśnie tu 2 września 1939 roku siły polskie i niemieckie starły się w bitwie pod Wysoką w okolicach Jordanowa. Broniące się w tym rejonie siły 10. Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej pod dowództwem pułkownika Stanisława Maczka odpierały zaciekłe ataki niemieckich wojsk pancernych (głównie 2. DPanc. oraz 4. Lekkiej DPanc.), Bohaterską postawę Polaków podkreśla fakt rażącej dysproporcji sił i środków, jakimi dysponowały obie strony. Bitwa w okolicach Jordanowa wykreowała co najmniej kilku bohaterów, przyczyniając się chociażby do wzrostu szacunku dla polskich sił zmotoryzowanych. Niezwykłym wyczynem wykazał się kapral Wincenty Dziechciarz walczący w ramach 24. Pułku Ułanów, gdzie dowodził drużyną ciężkich karabinów maszynowych. Według różnych źródeł kapral Dziechciarz miał osobisty udział w zniszczeniu co najmniej kilku niemieckich czołgów. Powrót do Poronina odbywa się w scenerii deszczowej. Kolejny dzień naszej wyprawy uznajemy za bardzo udany nie był on może obfity w liczbę przejechanych kilometrów (124) ale za to był niewątpliwie piękną lekcją historii. Po powrocie zaglądamy jeszcze do szopki kolegi Jurka. W Szopce tej kolega zgromadził sporą ilość części i różnych ciekawych „fantów” motocyklowych. Pokaźna kolekcja jest wynikiem 40- to letnich wizytacji w skupach złomu. Wieczór spędzamy tak na spokojnie bo rano bardzo wcześnie wyruszamy w drogę powrotną.

Poranek wita nas słoneczną pogodą i od razu przychodzi do głowy pomysł, a to może przez Słowację. No i już, decyzja podjęta, kierunek Łysa Polana. Piękne scenerie, kręte drogi, wyśmienita pogoda. Czego chcieć więcej? Podczas krótkiego postoju Rysiek odbiera telefon od Maćka Dobrowolskiego. Maciek mieszka w Starym Sączu i jest naszym serdecznym kolegą. No i co nie odwiedzicie mnie? A ja już ziemniaki na obiad nastawiłem. No i weź tu nie odwiedź starego kolegi. Zaś modyfikacja, walimy na Sącz. Piękny popas zaserwował nam kolega, nawiasem mówiąc bardzo dobrze gotuje. Dziękujemy za strawę i w drogę kierunek Gorlice. Maciek odprowadza nas motocyklem na obrzeża miasta. Po minięciu Golic kierujemy się na Przemyśl. Dobre tempo i kilometry nawijające się na koła cieszą każdego motocyklistę, a piękny dźwięk wydobywający się z trzech junaczych tłumików wprawia nas w pewnego rodzaju trans. Coś cudownego. Dojeżdżając do Przemyśla spotykamy chłopaków z naszego klubu okazuje się, że wyjechali nam na powitanie i tak już niezłą gromadą wracamy do domu. Trzeci dzień zakończymy przebiegiem 395 km.

Kończąc chciałbym serdecznie podziękować kolegom Rysiowi i Markowi za wspaniałą atmosferę podczas naszej majowej przejażdżki.

 

Tatry na Junaku Tatry na Junaku Tatry na Junaku Tatry na Junaku Tatry na Junaku Tatry na Junaku