foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

Pakując sakwy wspominam pierwszy wyjazd do Steel Roses'ów to był chyba 1994 Myślec nad Popradem. Wtedy ujeżdżaliśmy junkersy razem z Żabą i jego bratem Mirkiem więc droga była daleka na owe czasy. Pech chciał gdy w okolicach Przeworska Żabowóz rzucił palenie coś grzmotnęło w silniku i trzeba było go zostawić u chłopa. Żaba przesiadł się do Mirka i tak objechaliśmy trasę od do. Reasumując wyjazdy do SR owocują w przygody tak jak ubiegłoroczny z urwaniem chmury jak tegoroczny z remontem Markowego Shovla, ale może zacznijmy od początku. Jest piątek 23.08.2013 zbiórka o 16-tej w Oleszycach a ja zamiast jechać to jeszcze grzebie w ironie bo coś źle pali i …. do Zdyni nic się nie zmieniło w tym temacie. Startujemy z Tomaszowa z Iwonką i zapierdalamy do Oleszyc ale i tak mamy poślizg z pół godziny.

Marek już jest za chwile, dojeżdża prezes z prezesową i już grzejemy do Przeworska gdzie czekamy na Rafała. Tam okazuje się że będzie dopiero za godzinę więc udajemy się dalej i zatrzymujemy się na obiad. Po obiedzie dołącza do nas Rafał z Ewą i Marek z Anetą i w tym składzie na 4 dawidsony i beemke docieramy do Regietowa zmienionej miejscówce zamiast Zdyni. Po wyczerpującym poszukiwaniu miejsca pod namioty po ciemaku stawiamy chałupy, pijemy rozweselacze, robimy rozpoznanie terenu i idziemy spać bo trzeba rano jechać do Bardejowa na paradę i zmarzliny. Niestety na paradę nie jedzie Marek bo wydmuchało mu uszczelkę pod głowicą więc zostaje i rozpoczyna naprawę. W międzyczasie dojeżdżają Maniek z Markiem z Przemyśla i dostarczają mu narzędzia i materiał do remontu. Zajebista parada do Bardejowa i z powrotem wychodzi ponad 60 km, w sklepie na granicy ze Słowacja robimy zaopatrzenie w złotego bażanta i zawijamy się na bazę gdzie chłopaki już rozebrali garnek w shovlu. Popołudnie upływa wesoło przy reanimacji markowoza i rozmowach o rzeczach ważnych w gronie starych funfli i nowo poznanych ludzi. Żeby nam kobiety nie marzły rozpalamy ogień co skutkuje interwencją strażaków, argumentem było za bliska odległość od stodoły z sianem. Jako ciekawostka zlotowisko było na terenie stadniny, a konie zostały wywiezione w liczbie 350 sztuk do innej stadniny. Wieczorem koncerty długie polaków rozmowy , striptis i spanie. Rano atakujemy Słowację gdzieś po drodze zatrzymujemy się przy pomniku czołgu który upamiętnia bitwę z II wojny światowej w której brało udział masę czołgów i których wraki leżą jeszcze po okolicznych polach. Ze Słowacji wyjeżdżamy przez barwinek i kierujemy się w stronę Tomaszowa, a po drodze Marek wraca do Przemyśla. I tak sukcesywnie z ilością nawiniętych kilometrów przerzedzają się nasze szeregi by na koniec już w TL pożegnać się z Mańkiem i zakończyć kolejną wyprawę. Będzie co wspominać w długie zimowe wieczory, a gdy nadejdzie czas znów dosiąść wiernego wieprza by przemierzyć dawno przetarty szlak. Do zobaczenia na trasie.

Wyjazd w składzie; Płetwal Błękitny FLH, Shovel FLT, Elektrownia,Twin Cam, Electra, Beemwucha, Ironhead.

Zdjęcia z wyjazdu tutaj: